Archiwum 02 października 2002


paź 02 2002 Na Wolnym Przez Czas
Komentarze: 0

Nie mam dostępu do sieci, więc pisze sobie w wordzie, a potem to wkleję.

Jest piątek, dochodzi 10 rano. Przez większą część nocki nie spałam. Myślałam. O tym, jak bardzo inaczej miał wyglądać mój ostatni dzień z K. Że mieliśmy dla siebie tyle czasu, a go zmarnowaliśmy. Mogłabym się tu win doszukiwać, ale po co...? Zresztą, zależy mi na Nim, po co mam Go o cokolwiek obwiniać? To i tak nic nie zmieni, a zbudzi niesmak.

 

Jest mi koszmarnie smutno. Nie powiedziałam Mu, ze miałam schiza o ciążę. Nie powiedziałam, jak bardzo się bałam. To już nieistotne. Nie powiedziałam, jak bardzo mi będzie Go brakowało. Przynajmniej nie wprost. Za to przyznałam, że zmienił mnie, że miał na mnie duży wpływ. Pozytywny. Nabrałam pewności siebie, jakoś kompleksy znikły... . Jest też problem. Teraz będę szukała kogoś, kto choć po części będzie do Niego podobny. Wątpię, żebym znalazła... .

Wczoraj, w autobusie, jak gdyby nigdy nic K. Z ironią roześmiał się, że jest świnia, że tu do Niego dziewczyna dzwoni, a On potem inną... . Trudno mi opisać to, co wtedy czułam. Sto myśli w głowie. Zdenerwowałam się. Ja to, dziewczynę? Nigdy mi nie mówił, że ma laskę. Wiedziałam, że miał, że nadal chce z Nią być, ale to nie była Jego dziewczyna!!! Potem jakoś z tego wybrnął, przyznał, że przesadził. Ale niesmak pozostał.  Zdenerwowało Go moje poruszenie. Heh, kiedy mi to powiedział, poczułam się jak nic... . Ale tego też mu nie powiedziałam. Nauczył mnie trzymać język za zębami. Ale nauczył mnie też mówić. Opanowałam się. I znowu było dobrze.

Zawsze byłam dość impulsywna. Kiedy coś mnie denerwowało, szło nie po mojej myśli, najczęściej z czyjejś winy, szlag mnie trafiał na miejscu i boruta. Zdarzało się, że potem żałowałam. Przy Nim nauczyłam się panować nad sobą. Zamiast się wściekać i momentalnie dawać temu upust, czekałam i chłodnym okiem patrzyłam na rozwój wypadków. I lepiej na tym wychodziłam, tak szczerze pisząc. Kolejny stopień w pracy nad sobą, kolejne doświadczenie.

 

Jestem sama... . Jest mi przykro i smutno. Tęsknię. Brakuje mi Go. Ciągle o Nim myślę. Przypominam sobie... . Zastanawiam się. Rozklimiam. Odpędzam wątpliwości. Przywołuję to, co było dobre. Jestem zdezorientowana. Dlaczego przestaliśmy sobie wysyłać messy? Dlaczego On przestał pisać? Zresztą... to wcale ni musi oznaczać Jego obojętności. Ja też do Kate, na przykład, nie piszę codziennie. Czemu? Bo wiem, że ją mam i to niczego nie zmieni. Może z Nim jest podobnie... . Ufa w naszą przyjaźń, i że jest dobrze...? Trochę to nie poukładane. Roztrzepane myśli, nie ostudzona głowa. Proszę bardzo, ja nie tylko zadaję pytania, ja na nie sama odpowiadam. Mało tu kanarków, San.

Ale jest pytanie, jak często On będzie miał okazję do mnie napisać i czy to zrobi? Jesteśmy przyjaciółmi przede wszystkim i ja naprawdę tak o Nim myślę. Łóżko? IiiTam. To ma niewielkie znaczenie, jeśli w ogóle jakieś ma. Brakuje mi Niego, tylko i aż Niego.

Chyba tak do końca mu nie ufam, skoro martwię się, że się nie będzie odzywał... . Heh, a skoro jestem taka mądra, to dlaczego ja jeszcze do Niego nie napisałam, he?

Powiedział mi, że może się zdarzyć tak, że o sobie zapomnimy. Tak będzie... . Boję się jednak, że On zapomni pierwszy... . Zobaczymy za kilka tygodni... . Hahaha, moje życie zamyka się w kilku tygodniach przed i kilku po dzisiaj.

 

bonnie : :