Archiwum 15 listopada 2002


lis 15 2002 ..:: Optymiskit, qrwa ::..
Komentarze: 0

List do kolegi. Dawno nie widzianego. Chwila słabości. Jedna z wielu ostatnio. Może coś wyjaśni.

 

[Madzia] mam mętlik

w głowie

wahanke nastrojów

i płakałam o 18 wieczorem w Polsce

Bo walnęłam głową w drzwiczki od szafki. Smutniasto mi

Skóra pamięta tamtego

To jak mogę być z innym?

Nawet jeśli jest najlepsiejszy ze wszystkich?

Uuuuuuuuuuuuuuuuuuu............

I jak tu się nie wkurzyć?

szit fak szit fak fak

A dzisiaj jadę do Jaworzna

Qlerzanka ma 20 urodzinki

Napijemy się, poopowiadam kawały i uświadomię sobie, jak bardzo tęsknię za tamtym. 

On jest tamty z małej literki, bo nie zasługuje sobie na dużą. 

Jestem taka smutna i taka sama w tym smutku. 

Słucham sobie Maleńczuka. Tam jest taki kawałek:

 

Ande la More

Nie odchodź byle jak i byle gdzie
Nie odchodź byle jak i byle gdzie ode mnie
Nie odchodź byle jak nie odchodź z byle kim
I zawsze możesz wrócić kiedy już nie będziesz

Nie odchodź byle jak i byle gdzie ode mnie
Choć wiem że musisz odejść tak po prostu w życiu jest
Nie odchodź byle jak nie odchodź z byle kim
I zawsze możesz wrócić kiedy już nie będziesz

 

Zastanawiam się, co by było teraz, gdyby wrócił. Jak już przekonałam się, jak to jest bez niego. Każdego dnia tęsknię. Brakuje mi go. Vilgefortz opisuje pewne uczucie. Zanim doczytasz do końca, zastanów się, jakie.

„(...) Nagle zrozumiałem, że to, co do niej czuję, to wcale nie miłość, lecz uczucie znacznie bardziej skomplikowane, silne, lecz trudne do sklasyfikowania: mieszanina strachu, żalu, wściekłości, wyrzutów sumienia i potrzeby ekspiacji, poczucie winy, straty i krzywdy, perwersyjnej potrzeby cierpienia i pokuty. To, co czułem do tej kobiety, to była nienawiść.”

Ale gdzieś tam dodaje „(...) Pomyliłem niebo z gwiazdami odbitymi nocą od powierzchni stawu”

 

Może małe wyjaśnienie. Zaangażowałam się z pewnym kolesiem, mimo, że nie powinnam była, bardzo poważnie. On wyjechał na studia. Zaprosił mnie do siebie. Wynajmował mieszkanie z qmplem, mieli mnie i koleżankę zabrać na zakupy i bibkę. No i było świetnie, dopóki nie usłyszałam, jak on prosi ją o numer telefonu. Przez cały wieczór nie odstępował jej na krok. Qrwa, biegał jak suka podczas cieczki. Gdybym spała tamtej nocy, uśpiłyby mnie ich rozmowy. Gdybym spała, obudziłabym się przy akompaniamencie ich śmiechu. Na drugi dzień niewiele pamiętali. Ja pamiętałam wszystko. Z tą koleżanką jakoś się ułożyło. Z nim nie. No nie mogę  wybaczyć. Pogodziłam się z tym, że się skończyło. Miałam świetne wspomnienia. Niczego nie żałowałam. A teraz, ilekroć o nim myślę, to przed oczami mam scenkę, jak powstrzymuje mnie, żebym nie szła do niej do pokoju spać, tylko sam idzie. To nie miłość, to nienawiść. Mieszanina żalu, wściekłości, ale i wyrzutów sumienia, poczucia winy. Dodaj do tego jeszcze krzywdę.

No a teraz pojawił się inny. Świetny pod każdym względem, każda laska mi zazdrości. I jak tu się nie zajebać ?! Oprócz tego, że Mu nie ufam, to jeszcze boję się, że Jego dziani znajomcy nie zaakceptują swojego gwiazdora z inną, spoza „kręgu”. A pozatym On jest zupełnie inny niż tamten. Lepszy i inny. Nie gorszy. Idę sobie kanapkę zrobię. Z miodem. Albo serem. Albo serem i miodem. A co se bede? To już na pewno budzi mniejsze kontrowersje niż moje zagmatwania sercowe.... . Znudzony? Cały czas powtarzasz,  że jesteś dzieciak i co Ty możesz wiedzieć o uczuciach. To i pewnie ziewasz przeciągle. I tak, chcę w odpowiedzi, że wcale tak nie jest. Czemu? Bo nikomu o tym nie mówię, bo żyję w świętym przekonaniu, że i tak mnie nikt nie zrozumie. Miło by było się jednak mylić. A to miał być krótki, niespójny meil. Mnie już pojebało, to pewne. Idę. Paputki.

bonnie : :