Archiwum 22 października 2002


paź 22 2002 ..:: sEn ::..
Komentarze: 2

-= =-

Rzadko zdarzą mi się sny tak realne i plastyczne jak ten. Siedziałam na plaży, na tyle blisko morza, że każda większa fala dosięgała mnie. Morze było spokojne, niebieskie, lazurowe... . Woda ciepła. Pomyślałam, że muszę dać znać Krzyśkowi, że nie ma fal i że są świetne warunki do pływania. Rozejrzałam się dookoła. Po lewej znajoma estakada dla niepełnosprawnych, majaczące sylwetki ludzi... . Po prawej zjeżdżalnia, w dali falochron. Jakaś kobieta wołająca męża. Mimo, że daleko, jej twarz widziałam z bliska. Piłka, unosząca się na wodzie. Pomyślałam, że nie idę po nią. Nie chciałam się moczyć? Nie pamiętam dokładnie... . Pamiętam za to, że ten sen miał dziwny dźwięk... . Szum fal... a mimo to jakaś nienaturalna cisza... bez mew chyba. I barwy... . Niebo  i światło słońca z domieszką fioletu, złota i nienaturalnego błękitu. Podobnie jest teraz, jesienią, kiedy mimo, że słońce jest najwyżej i świeci najmocniej jak tylko może o tej porze roku, jest jakoś ta nienaturalnie... ciemno.

Zerwały się większe fale. Nie siedziałam już w wodzie. Siedziałam w głębi plaży, patrząc na falującą wodę. Nagle jedna z nich zaczęła rosnąc, stawała się coraz większa. Nienaturalnie ogromna. Pomyślałam spokojnie, że zaraz mnie zaleje, ze najlepszym wyjściem będzie się skulić i wziąć głęboki wdech. Schować głowę w ramiona... .

Obudziłam się właśnie w takiej pozycji, próbowałam wstrzymać oddech. Ale to mnie nie dziwi. Jestem pewna, że ten sen coś znaczy... . Morze, dziwna kolorystyka, jakby synonimy nienaturalności tego, co się dzieje... . Zalewająca mnie fala. I totalny brak strachu, opanowanie... . Myśl o Krzyśku. Ale i to, że nie było Go tam. Mam swoją małą teorię. Anyway. Dobranoc.

-= =-

bonnie : :